Informacje:

Rozdział Czwarty



  Zgromadzeni na wyjątkowo zwołanych obradach otwarcie wyrażają swoje niezadowolenie. Krzyk wypełnia salę, oburzone postacie biegają w kółko od ściany do ściany. Guillaume siedzi w kącie, gdzie nie dociera światło świec, a jego twarz tradycyjnie nie wyraża emocji. Ukryty w cieniu, w ciszy przygląda się owemu wydarzeniu. Zapewne myśli o nowej. Zawsze, nim kogoś zaakceptuje długo analizuje istoty tej osobowość: wygląd, oraz wszelkie możliwe cechy. Doszukuje się jakiejkolwiek oznaki mutacji, bycia humanoidem, robotem.
Obok niego, po lewej stronie zasiada wojowniczo nastawiony Tomas, po prawej zaś Tetsu. Przechodzili przez takie 'spotkanie' już nie raz, toteż dziwnym jest, iż wywołuje ono nadal tyle emocji. Jest noc, jednak nad dokładną datą musiałby pogłowić się dłuższą chwilą; tylko letnia pora roku nie stoi pod znakiem zapytania. 
Siedzą w piwnicy bloku, który zamieszkują. Zna ją na tyle dobrze, że niemal nie zwraca uwagi na panujący w niej zaduch i bałagan. Patrzy teraz na niespokojny płomyk świecy. Wybrali piwnicę, bowiem tylko tutaj jeszcze nigdy ich nie namierzyli. Znalazł ją i wysprzątał (na tyle, by można znaleźć sobie kilka własnych centymetrów) Tetsu. Na ścianach tynki trzymały się zadziwiająco dobrze, dopóki ktoś nie wyładował na nich swej agresji gorszego dnia. 
Brandon stoi na środku piwnicy i wygłasza swą zwyczajową mowę propagującą przyjmowanie nowych. Leila natomiast aktywnie przeczy wszystkim jego argumentom, tłumaczy, dlaczego Nowa powinna zostać unicestwiona. 
Grupa składająca się z dwunastu osób będzie podzielona na dwa stronnictwa - to akceptujące dziewczynę i to będące za tym, żeby ją usunąć. 
Guillaume, co od razu widać po wyrazie jego twarzy nie opowie się po żadnej ze stron; dziewczyna jest z nimi już dwa tygodnie, ale cały czas zamknięta w mieszkaniu Brandta, przez co nie zdołał jej przejrzeć.
  - Nowa nie może zostać. 
Głos Leili przerywa trwającą chwilę ciszę, sprawiając tym samym, iż wszyscy obecni podnoszą nań wzrok. 
  - Nie, bo nie jest płci męskiej. To niemożliwe, by dziewczyna była Niedoskonałą. 
  - To nie argument, Lai. Chyba zapominasz o swojej płci - mruczy zdegustowany Matt. 
  - Brandt mówił, że jestem wyjątkiem! 
  - I to cię boli? Nie będziesz jedyna, naprawdę straszne. 
  - Nie kpij! Nie słuchałeś, co mówiłam wcześniej...
  - Wszystko, co mówiłaś wcześniej - w ciemności zarysowuje się szczupła sylwetka. Ciemnowłosy Diego podnosi głos, a jego postawa przybiera agresywny wygląd. - Każde z twoich słów to jakieś egoistyczne popędy, w większości przeczące ideom Niedoskonałych!
  Brandon potwierdza skinieniem głowy i zaraz dodaje:
  - Nikt nie zdołał ustalić konkretnych kryteriów, według których pojawiamy się tutaj. Zatem jak możesz twierdzić, że płeć żeńska jest w nich wykluczana? Otóż o ile mieliśmy takie podejrzenia, w tej chwili zostały one obalone. Nie popełniliby tego samego błędu dwa razy. Nigdy tak nie robią. 
  - Nazywasz mnie błędem?! - Leila drży w swojej wściekłości. Jej wątła postura, niemal w całości ukryta jest za burzą długich blond loków, które nadają jej delikatny wygląd. Zacięta twarz i błyszczące czarne oczy przeczą takiej wizji dziewiętnastolatki. 
  - Sama się tak nazwałaś, do cholery! 
  Głos Tetsu zdziwił nawet jego samego, szczególnie przez fakt, iż dotychczas trzymał stronę Leili. Jego pięść zaciska się na nożu, ulubionej broni, a ciemnymi oczyma mierzy kompanów gotów zaatakować każdego, kto tylko napatoczy się z odmienną od jego opinią na poruszany temat. 
  - Dość tego! Zaraz się tu wszyscy zarżniemy. William ty nam powiedz, co myślisz, ani razu nie zabrałeś głosu. 
  Spokojny dotąd Brandon rozgląda się. Guillaume wyszedł, nie ma go już w zacienionym miejscu. Nie ma również Tomasa, ten jest szczęśliwie nadal widoczny, pozostała dziesiątka rusza czym prędzej w ślad za nim mając nadzieję, że wie on, gdzie zniknął Will. 


* * * 

  Odłożyłam książkę po chwili, bowiem uświadomiłam sobie stojącą przede mną szansę. Podniosłam się i wolnym, pozbawionym strachu krokiem ruszyłam w kierunku szklanych drzwi, po czym mocno pociągnęłam klamkę w dół, wpuszczając do mieszkania świeże powietrze, którym się zachłysnęłam. Znam już jego zapach, mimo to wprawił mnie w zachwyt. Potem wyszłam na balkon. Aromat powietrza jest na tyle delikatny, by wyczuć go mógł ktoś wyłącznie na nim skupiony. Tymczasem mój nos wcale nie przyzwyczaja się do owej woni - czuję ją cały czas, mogę być pełna zachwytu i podziwiać jednocześnie wielkie liście koloru jasnej zieleni. Liście te pokryte są włoskami, które lśnią różowym światłem, kiedy napotykają promienie słońca. Nie mam ochoty wchodzić na te liście mimo, iż wydają się na tyle grube, żeby znieść mój ciężar; przysiadam zamiast tego na ciepłym betonie i w ciszy, delektując się smakiem dnia, postanawiam poczekać na właściciela tego mieszkania, a w tym czasie przypomnieć sobie, jak pierwszy raz zostałam sama. 

***
Przykro mi, że rozdziały są takie krótkie - to z braku czasu. Postaram się to zmienić, teraz też chciałam dodać więcej, choćby wspomnienie poranka, o którym napomyka Nora, ale zanim się spostrzegłam przyszedł wieczór, czas więc usiąść do książek. Pomyślałam, że dodam coś w rodzaju słownika, bo na razie nic nie trzyma się całości. 

3 komentarze:

  1. Anonimowy22:28

    Podoba mi się. Naprawdę, podoba mi się charakter tych słów. I lubię imiona użyte w tekście. :>

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż... Ogólnie całe opowiadanie jest super, tylko trochę wkurza mnie to przeskakiwanie. Chwile zajmuje zanim się przyzwyczaisz ze to już zupełnie co innego niż w poprzednim rozdziale. Jakbyśmy wzięła książkę powyrywala losowe strony i ulozyla w nową książkę... Ale to własnie sprawiaze to jest wyjątkowe
    zapraszam do mnie
    http://chwilazapomnienia-adrianna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy17:44

    Postanowiłam zajrzeć tu jeszcze raz, aby przeczytać wszystko od początku, więc tylko dodam do mojego wcześniejszego komentarza - wspaniale opisujesz.

    OdpowiedzUsuń

Na blogu znajduje się zakładka przeznaczona na SPAM.
Wszelkie śmieci zostawione pod postem będą usuwane.