Informacje:

Rozdział Ósmy



  Przy moim łóżku nikt nie stał, ale nie odebrałam tego źle - przecież zasnęłam. Żadnego sensu nie miałoby stanie nad śpiącą dziewczyną. 
  Co innego, gdy nade mną znalazł się stwór, jakiego nie śmiałam sobie wyobrazić, gdy wzywałam pomocy unikając ciosów; wtedy absolutnie nikt nie wyciągnął ku mnie pomocnej ręki, nie wypowiedzieli słowa otuchy. Ubodło to niewyobrażalnie poczucie bezpieczeństwa i zaufania do tych ludzi. 
Tych ludzi. Brzmi tak obco, chociaż myślałam, że już ich poznałam. Głupia; ich złożone charaktery zaskakują na każdym kroku. 
  Zamordowano owego stwora, kiedy przestał atakować i wykazał cechy ludzkie, wtedy też ja przestałam odczuwać przerażenie. 
  Od tamtej pory minęły dwa dni. 
Spędziłam je w kuchni, przesiadując na drewnianym stołku, trochę krążąc wokół opuszczonych kamienic. Raz wracając z przechadzki, co było wczoraj późnym wieczorem, na schodach usłyszałam wrzaski. Wiem, że czasem wszyscy - cała dwunastka - zbierają się w jednym z mieszkań żeby porozmawiać, albo debatować nad ważnymi wydarzeniami. Moim zdaniem lubią swoje towarzystwo, a ponieważ żaden by się do tego nie przyznał i nie posiadają ku temu zbyt wielu okazji zwołują spotkania po to tylko żeby się pokłócić, mogąc spojrzeć wszystkim w twarz. 
Tego, iż ta kłótnia odbyła się na takowym spotkaniu domyśliłam się od razu, jednak zaistniała pewna różnica, ich ton był zupełnie inny, a temat najwyraźniej ważny i bardzo aktualny. Nie pożądanym było moje towarzystwo, dlatego im bardziej zbliżałam się do otwartych drzwi, tym bardziej pragnęłam zniknąć w cieniu. 
Słysząc burzę między nimi przylgnęłam do ściany. Czuję się z tym źle, nigdy wcześniej nie podsłuchiwałam, ale nie chcieli ze mną rozmawiać, jedyne rozmowy polegały na moich pytaniach oraz ich zdawkowych odpowiedziach, które kłamały.  Pragnęłam poznać prawdę, jaką oni sobie przedstawiali. Po krótkiej ciszy nagle ktoś odezwał się z rezygnacją. Nie próbowałam rozpoznawać głosu, jedynie Leilę łatwo rozróżnić, wolałam skupić się na słowach i na cichym oddechu. 
  - Co zrobimy? 
  - Sam nie wiem, przecież nic właściwie się nie stało... 
  - Zgłupiałeś?! Gadała z humanoidem! To nienormalne!
  - Blase nie krzycz - stłumiony głos Leili był równie cichy i napięty. Zwykle pewna siebie i głośna, wprawiła mnie w osłupienie ciszą, a także tym, że sama uciszała. - Nic tym nie zdziałasz. 
  - Pewnie nie. Wkurzył mnie. "Nic się nie stało" bla, bla. Stało się bardzo dużo, idioto! 
  - Myślę, że może to jej talent. 
  - Masz na myśli mutację? 
  - Właśnie tak. 
  - Niemożliwe! 
  - Nie możesz tego przewidzieć, a tak oponujesz... 
  - Will, ty też? - Dziewczyna mimo swego zrezygnowania w zdanie to włożyła wyrzut czytelny nawet przez ścianę. - Myślałam, że jesteś obiektywny. 
  - Nie "ja też". Żadnej mutacji nie mogliśmy przewidzieć. One są i już. 
  - Guillaume ma rację. Wszystkie talenty były, z resztą nadal są, wielką niespodzianką. Nie każdy je ma; niektórzy jeden inni kilka. Nie można być pewnym. 
  - Pewnie masz rację. Ale to nie wyklucza innych cech - powiedzmy - średnio ludzkich. 
  - O jakich mówisz? 
  - Jest NIELUDZKO spokojna.
  - O, ty Tom najwięcej o tym wiesz. 
  - Mike, zamknij się. 
  Dłuższe nasłuchiwanie nie miałoby sensu. Cicho przemknęłam na poddasze, lecz zamiast spać usiadłam na stołku. Niewygodny i stary ustawiony przy blacie stał naprzeciw okienka, przez co był akurat jedynym oświetlonym miejscem. 
  Cofnęliśmy się do początku. Znowu podważają moje człowieczeństwo, doszukują się we mnie zwierzęcia albo innego dzikiego stworzenia, swą decyzję opierając na czasie spędzonym na Śmietniku, jak również cechach, których nie starają się rozszyfrować.  
Czy naprawdę jestem tak spokojna? Owszem, to miejsce nauczyło mnie myślenia nad każdym słowem, lecz drżę na wspomnienie wydarzeń sprzed dwóch dni i myśl o tym, że mogłoby się to powtórzyć. Przepełniała mnie panika, a każdy cios wyprowadzony przez humanoid wyobrażałam sobie jako ostateczny. Nie byłam spokojna wieczorem, bo utraciłam przyjaźń ludzi, których poczęłam cenić, oni utracili moją. Drążę temat przyjaźni, bo uznałam go za niezwykle ważny. Ludzie nie miewają przyjaciół, każdy dba o siebie. Oni są od siebie uzależnieni, a jednocześnie sprawiają wrażenie bardzo samodzielnych. Dają sobie wolność, ale dzielą się nią między sobą. Definicja relacji opartych na kontrastach, stała się dla mnie definicją przyjaźni. 
  W tamtej chwili miałabym szansę uciec stąd pod osłoną nocy, dopóki rozmawiali i nie interesowało ich gdzie byłam. Kolejny raz przemówiły przeze mnie emocje: fakt, że przywiązałam się do Risto i Mike'a, a nawet Mattchew, ujrzałam potrzebę człowieczeństwa w całej dwunastce, ponieważ odbieram ich zachowanie zupełnie inaczej niż oni sami. Ciekawość zmusiła, bym przesiedziała na stołku całą noc, aż do teraz. Wschodzi słońce i nadal borykam się z ciekawością. 
Co tak przygwoździło mnie do Śmietnika? 
Może odmiana. Trafiłam z deszczu pod rynnę i pod ową rynną spodobało mi się bardziej. Jakkolwiek to tłumaczyć. Interesują mnie ludzie żyjący tutaj, bowiem każdy jest inny i skrywa zupełnie różne tajemnice. Zastanawia mnie, jak zachowują się, kiedy jestem daleko. Rzeczywistość pełna kontrastów przyciąga mnie do nich i odpycha jednocześnie. 
  Podnoszę się nareszcie. 
  Może ucieczka nie byłaby taka zła? 


* 

Kiedyś już uciekłam i chociaż nie miało to nic wspólnego z obecną sytuacją, to jednak wspomnienia znów uczepiły się mnie paskudnie. 
  Miałam dziesięć lat, pamiętam, było pochmurne lato, deszcze prześladowały miasto - Nowym Jorkiem wstrząsnęła panika. Nikt nie myśli, aby wraz z początkiem lipca kompletować opał, czy ciepłe ubrania. Warzywa i owoce bardzo szybko gniły, a mięso drożało z każdą godziną. Fabryka (tak nazywałam sad, w którym pracował ojciec) miała się ku upadkowi, więc aby nadrobić ogromne straty zmniejszono zarobki zbieraczy. Matka czasem wychodziła z domu, ale nigdy nie przynosiła ze sobą pieniędzy. Zastanawialiśmy się dokąd ciągle wyrusza, obmyślając jednocześnie plan. Ja miałam iść za nią pierwszego dnia, Nick w tym czasie musiał być w szkole. 
  Niestety matka nakryła mnie zaraz po wyjściu ze slumsów i zbiła mnie, jak jeszcze nigdy. Nakazała wrócić. Byłam przekorna, pośród łez zapragnęłam normalnej rodziny, dlatego ruszyłam w przeciwnym kierunku, z poważnym postanowieniem, ażeby nigdy nie wrócić. 
  Znalazł mnie Nicholas, śpiącą na chodniku jednej z ubogich, acz 'normalnych' ulic, ledwie dzień później. Oczywiste, nie znalazłam lepszej rodziny; ludzie traktowali mnie raczej, jak żebrzącą sierotę bez przyszłości. Postrzegałam siebie w podobny sposób. 
Byłam głodna, mokra i zapłakana, a brat był wtedy najlepszym, co mogło mnie spotkać. Przytulił mnie mocno, wypowiadając jedno tylko zdanie: 
  - Nigdy już mnie nie zostawiaj. 
  Dwa tygodnie trawiła mnie gorączka. 
 Teraz wszystko jest inne. Jestem starsza, a okoliczności uległy całkowitej zmianie. Poza tym, nie mam Nicka swojego bohatera. 
Nie mam żadnych argumentów, usprawiedliwiających ten wybór. 
A jednak decyzja już zapadła. 

*** 
Rozdział ósmy. Nie jest długi i nic sobą nie wprowadza, może poza kolejnym fatalnym wspomnieniem. Uznałam go jednak za istotny ze względu na dar Nory oraz jej powtarzające się uczucia.
Wybaczcie błędy, a także mój styl pisania, który pozostawia wiele do życzenia. 
Oczekuję opinii :)

4 komentarze:

  1. No i na to czekałam : P
    Twój styl wcale nie pozostawia wiele do życzenia. Jest genialnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy12:48

    Nie przesadzę, pisząc, że wyszło Ci to fantastycznie, że jestem pod wrażeniem i że chcę jeszcze!, bo tak się składa, że Twój styl jest naprawdę świetny i chętnie wchłonęłabym kolejne rozdziały. Jestem ciekawa co będzie dalej. Jeeej, fajnie się to czyta *-*

    OdpowiedzUsuń
  3. Na początku pragnę podziękować za miły komentarz który znalazłam dziś rano na blogu. Takie rzeczy motywują do skończenia kolejnego rozdziału ( przy okazji zaparaszam więc na 4 rozdział opowiadania I'm your Desire i liczę na ocenę).
    A wracając do bloga to z miejsca się w nim zakochałam. Naprawdę świetnie wygląda i pasuje do treści opowiadania. A skoro jesteśmy już przy niej to... Jesteś wielka, naprawdę. Dawno nie czytałam czegoś tak cudownego i magicznego. Mianuję cię więc geniuszem. I co? Że niby twój styl pozostawia wiele do życzenia? W takim razie ja muszę być naprawdę kiepska.
    Wiec pisz, pisz, pisz. Twórz więcej takich cudownych postaci, rozdziałów i opowiadań bo masz naprawdę wielki talent.
    Pozdrawiam,
    [pamietniki-napisane-krwia.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zwykle intrygujący rozdział. Styl pisania podoba mi się, a błędy są nikłe ;) Czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń

Na blogu znajduje się zakładka przeznaczona na SPAM.
Wszelkie śmieci zostawione pod postem będą usuwane.