"Maybe we'll turn it around
'Cause it's not too late"
- Never too late,
Three Days Grace
Słońce piekło, jakby uwzięło się akurat na jedyną sporej wielkości polanę w tym dzikim lesie. Chłodny cień widoczny stąd bezgłośnie prosił, by się w nim znaleźć i leniwie przeczekać upał dnia. Lato tego roku było wyjątkowo upalne nie licząc kilku ulewnych deszczy, które jednak szybko parowały toteż Ian odnosił wrażenie, jakby w ogóle ich nie było.
Jego dzień, środa. Musiał wstać razem z pierwszymi słonecznymi promieniami i udać się na poletko, które jakimś cudem przez dwa dni zdołało zarosnąć ogromnej wielkości pokrzywami. Rwał je teraz gołymi rękami, klnąc siarczyście za każdym razem, kiedy go któraś poparzyła. Obok niego z tym samym zadaniem zmagał się Risto, on jednak zdawał się nie czuć ich nieprzyjemnego dotyku, bowiem bez słowa palił kolejne papierosy i odrzucał chwasty na bok. Wiedział też, że w trawie wylegiwała się Leila, chociaż teraz nie mógł jej dostrzec i z resztą wcale nawet nie próbował.
- William wczoraj nawet nie podniósł głosu na Norę – uśmiechnął się Risto. Niedopałek w jego ustach wyglądał, jakby zaraz miał wypaść, co zirytowało chłopaka. W taką pogodę pożar bynajmniej nie był im do niczego potrzebny. Fin otarł czoło i zerknął na towarzysza.
Ian wiedział, że Will zachował się wobec Nowej wyjątkowo łagodnie. Nie podniósł głosu, ale też nie zbliżył się do niej na tyle, na ile oczekiwał tego Brandt i Mike. To trochę przerażało go, że myślał nad tym pół nocy i przerażała go też narastająca w nim zazdrość, kiedy słuchał planów Brandona wobec niej.
- Risto, czy mógłbyś do jasnej cholery uważać na tego papierosa?!
Uśmiech Fina był teraz szerszy. Przyłożył do czoła rękę i uważnie śledził poczynania Iana, który nagle pełen wigoru walczył z pokrzywami, jakby były groźnym humanoidem. Zgniótł peta w piasku, a potem zachichotał na widok zaspanej chudej postaci zmierzającej w ich kierunku. Pozwolił sobie nie informować nikogo o jej obecności, co uznał za bardzo zabawne i sam też udawał bardzo zapracowanego, mrugając do niej tylko kątem oka.
- Z resztą – warknął Ian siłując się z kolejnym chwastem. – Nie rozumiem, po co zaczynasz temat. Wszyscy wczoraj słyszeli jak to było.
- Cześć Nora.
Ian odwrócił wzrok i kiedy zobaczył zakłopotaną dziewczynę, uśmiechającą się jakby ze zdziwieniem (chociaż przeczyło temu jej śmiałe niebieskie spojrzenie) odrzucił na bok parzącą roślinę i nagle poczuł, że brakuje mu koszulki. Czuł na sobie wzrok dziewczyny i krępował go na tyle, aby odrzucił wszystko w celu znalezienia bluzki.
- Cześć Nowa – ubrany był wiele pewniejszy swoich słów.
- Cześć.
Ręce Nory i jej nogi były w czerwone paski. Na udzie zawiązany miała gruby bandaż, ponieważ rana była głęboka, a z tego co pamiętał rana ta nie mogła mierzyć się nawet z wielką szramą na plecach.
Gdzieś daleko Ian usłyszał hałas. Wrzask zwierzęcia padającego od ciosu i po chwili zdolny był nawet określić cóż to za zwierzę, albo kto je upolował, ale zamiast tego całą uwagę skupił na ponownym wyrywaniu pokrzyw.
- Chciałabym coś zjeść – powiedziała Nowa. – Ale…
- Jeżeli jesteś głodna to powinnaś chyba coś sobie zrobić, tak? Liczysz, że będziemy męczyć się całe wieki tylko po to, żebyś mogła coś zjeść?! Nie licz na to! Weź się do roboty, dziewczyno, zamiast uciekać nie wiadomo po co. Albo dla odmiany zamiast gadać z potworami może spróbuj któregoś przyrządzić?
Leila. Zupełnie zapomnieli o jej obecności w pobliżu, co pewnie bardzo jej odpowiadało, bowiem mogła przysłuchiwać się rozmowom i wtrącić coś od siebie w odpowiednim momencie. Oczywiście wybrała najgorszy z możliwych, chociaż za nic w świecie by tego nie przyznała. Siedziała w trawie ubrana w białą, zwiewną sukienkę i mierzyła Norę wrogim spojrzeniem, wzdychając przy tym przesadnie. Ich też spiorunowała wzrokiem.
- Ale nie wiem, czy mogę, bo dotychczas kazaliście mi zbierać tylko zioła…
Nora nie ustąpiła spojrzeniem blondynce. Ta natomiast spiorunowała spojrzeniem wszystkich troje, następnie tupiąc wściekle ruszyła w kierunku kamienicy jednocześnie złość opuszczała ją, zaś w jej miejsce jawiły się nowe plany na ten dzień.
Leila nie umiała długo się gniewać, chociaż wyglądała na rozpieszczoną i zawsze upartą, bo uparta owszem, była oraz nieustępliwa w swym zdaniu; zawsze uważała, iż słuszność jest po jej stronie toteż nawet kiedy brakowało jej słów nie potrafiła ustąpić kończąc dyskusję w ten właśnie sposób – tupnięciem nogi. Pewnie byłaby sama przyklasnęła Nowej za nieustępliwość, gdyby nie duma i – co nie pozostawiało pytań – gdzieś głęboko w sobie zapewne gotowa była uznać dziewczynę za rywalkę godną uwagi.
Odwróciwszy jeszcze głowę spostrzegła nadciągającego Thomasa oraz Tetsu siłujących się z ciężkim odyńcem.
- Dzisiaj ci się upiecze – rzuciła przez ramię tonem sobie podobnym, niby jadowitym choć poniekąd jakby uśmiechniętym, jeżeli można tak określić ton rozmówcy. – Ale jeszcze z tobą nie skończyłam. Już ja ci wymyślę jakieś zajęcie, mała dziewucho.
Ostatnie słowa słyszalne tylko dla jej ucha brzmiały niewiarygodnie wręcz złowieszczo.
Ian w myślach gotów był klasnąć swoim umiejętnościom, na widok zbliżających się postaci. Trafnie ocenił kto poluje, polegając na swym słuchu i znajomości ruchów dwunastki.
- Ian, Risto! – Zawołał Thomas, a jego nieufne spojrzenie spoczęło przez moment na uciekinierce. Upewniwszy samego siebie, że tylko stoi (bo pewnie spodziewał się jakichś cichych konspiracji przeciw niemu) wskazał dłonią łup. – Sam tego nie przeniosę. Tetsu puśćże to! W ogóle mi nie pomagasz!
Azjata posłusznie przestał trzymać zwierzę, zebrał tylko nieususzone słońcem pokrzywy i powiedział:
- Nie wiem, czy to któremuś odpowiada, czy nie, ale do mięsa skombinuję sos i herbatę.
Wzruszyli ramionami. Głupotą byłoby marnować tyle rośliny, która sama tak chętnie obrastała ich pole. Mogli w zamian za ogromną liczbę odcisków wypić herbatę, całkiem sporą jej ilość.
Mięso gotowe do zjedzenia miało być dopiero kilka godzin później, więc z braku lepszych zajęć Nora ochoczo przystała na propozycję pracy w polu wraz z nimi. Risto śmiał się głośno, ilekroć słyszał symfonie wygrywane przez jej brzuch, co ją irytowało z kolei i przysparzało wielkich różowych plam na policzkach. Ian ignorował ich umyślnie, a później odszedł szybko po wykonanej pracy, bez słowa wyjaśnienia.
Spoceni, acz zadowoleni z wysiłku tuż po zapadnięciu zmroku dołączyli do ogniska z drugiej strony kamienicy.
Zaciszne miejsce, osłonięte z dwóch stron ścianami budynku od wschodniej zaś lasem nie dopuszczało do ognia wiatru, im natomiast oszczędziło chłodu wieczora i Nora w spokoju mogła poznać – stłumioną co prawda, z nieznanych jej przyczyn – radosną zabawę.
* * *
Nie mogłam zrozumieć, dlaczego na mój widok reagowali neutralnie, a nawet z dziwną wesołością, jakby zapomnieli o wszystkich złych wydarzeniach, których byłam świadkiem bądź przyczyną. Żadnego wyrzutu nie dojrzałam w głosie zarówno Risto, jak i Ian’a chociaż ten drugi ucichł szybko i udawał, że wcale nie ma nas obok. Zignorowałam go również, wiedziona potrzebą zajęcia czymś głodnych myśli nie rozmawiałam nawet z wesołym palaczem.
Wypaliłam trzy papierosy, nadal przy każdym wściekle kaszląc ku uciesze Risto, nim Brandt zawołał nas w drugą stronę kamienicy. Zanim wybraliśmy się tam zmuszono nas wynieść chwasty do lasu, ale uczyniłam to z radością, bowiem kiedy tylko zostałam sama z Risto zaintonował kilka piosenek tak przy tym fałszując, że nawet nie zwróciłam uwagi na kompletny brak znajomości tekstów.
Ognisko nad którym obracano kolację było niewielkie na szczęście – pogoda dostarczyła nam dostatecznego ciepła dodatkowe jego źródło było absolutnie zbędne. Usiadłam nieco z tyłu, na pieńku tuż obok Thomasa, który akurat rysował coś bardzo dziwnego na kawałku płótna i bezskutecznie próbując uciszyć swój brzuch wpatrywałam się w błyszczące, brązowe mięso. Nigdy nie jadłam dziczyzny, raz w życiu udało mi się zjeść wieprzowinę, zwierzęta były zbyt wysoko cenionym towarem, żeby ludzie z niższych sfer mogli delektować się ich smakiem. Ciągle pamiętam ten sycący i suchy smak…
Ian ubrany teraz w dużą bordową bluzę grał na instrumencie, którego nie znałam, ale dźwięk jego sprawiał, że moja stopa poczęła wybijać rytm melodii, na ustach zaś zagościł uśmiech. Chłopak wygrywał jedną z tych piosenek jakie udało mi się usłyszeć dzięki Risto.
Pomiędzy kolejnymi dźwiękami ognisko rozrosło się, a mięso podane zostało dla każdego kto miał na nie ochotę. Zjadłam trzy porcje pysznego i soczystego udźca, popijając to herbatą z pokrzyw, a najadłam się do tego stopnia, że kompletnie nie miałam sił wstać. Kiedy pozostali również zaspokoili swoje żołądki melodia znowu zabrzmiała tym razem jeszcze weselsza, wzbogacona o miękki ton muzyka i głośne tupanie chłopaków. Ich taniec wokół ogniska przypominał mi grecką zorbę, chociaż nieporadną w wykonaniu, ponieważ co chwila ktoś wywoływał głośne jęki i towarzyszące im salwy śmiechu depcząc stopy towarzyszowi.
Może jestem innym gatunkiem
Może uraczę się tańszym trunkiem
Może tańczę gorzej od greka
Może umrę od ciosu orzecha
Może mój ojciec nie był lekarzem
Może nie mam domu na plaży
Może czasem gubię melodię
Może kradnę, może nie śpię
Może w nocy krzyczę we śnie
Swej rodziny nie pamiętam
Swojej żony wolę nie znać
Ja tej nocy tańczę z tobą
Jestem równą ci osobą
Piosenka znana mi dobrze płynęła po kolei od każdego z nich. Od czasu do czasu w opuszczonych budynkach ludzie organizowali sobie potańcówki, aby wypełnić kolorami szarą rzeczywistość. Początkowo imprezy te były zamknięte dla slumsów później jednak w ramach buntu odśpiewano tą piosenkę tuż przy wejściu. Wraz z kolejnymi jej słowami porywano w tany coraz to więcej osób, aż wreszcie trudno było odróżnić biednych od reszty uczestników. Było to przed laty, jednak od tamtej pory każdą potańcówkę otwiera i zamyka ta właśnie piosenka. Jest niemal hymnem, który mimo niegdysiejszego buntu teraz przywoływał uśmiech swoimi słowami.
- Madame? – Przed sobą ujrzałam wyciągniętą rękę Franka oraz jej uśmiechniętego właściciela i zrozumiałam to jako zaproszenie. Wstałam zatem, by następnie zatracić się w dzikich melodiach.
Pół godziny później czułam się niemalże jedną z nich. Najedzona, zmęczona i uśmiechnięta ja. Potrafili urządzić sobie zabawę godną bogaczy. Odnotowałam w pamięci, żeby w jakiś sposób dowiedzieć się skąd pochodzą.
Wtedy też zrodził się w mojej głowie pomysł.
Wstałam i podziękowałam za zabawę oraz posiłek. Swoje wyjście wytłumaczyłam zmęczeniem, a także wzmagającym bólem pleców następnie powolnym krokiem ruszyłam w stronę kamienicy. Gdy tylko byłam pewna, że nikt nie może dostrzec mnie w cieniu moje tempo momentalnie wzrosło. Schody pokonałam z nowym rekordem prędkości, wystarczyła krótka chwila na otwarcie drzwi mieszkania-biblioteki. Problemem stał się kompletny brak światła, ale walczyłam z nim dwa tygodnie toteż po omacku umiałam już dojść do Białego Pokoju tak samo ciemnego, jak pozostałe. Nie chciałam dać się przyłapać z tym pomysłem, ponieważ to jedyna możliwość na uzyskanie prawdziwych informacji o kimkolwiek. O nich. I być może o mnie. Wierzyłam w napisane słowa, bo nikt ich nie podważał ani nawet nie próbowali ich czytać. Wszystko było dziełem Brandona.
* * *
Starałam się, żeby ten rozdział był nieco dłuższy, ale nie wiem co z tego wyszło. Urwałam znowu tak, że kolejny rozdział (tudzież część tego rozdziału) rozpocznie się nieciekawie, ale gdybym wkleiła więcej byłoby aż za długo. Jak widzicie narracja jednak pozostała w czasie przeszłym, a to ze względu na przyszłe wydarzenia związane z Norą, do których będę potrzebowała teraźniejszej. Zapanuje tutaj - jak to ujęła Emily - śmietnik :)
*Nie czekałam z dodaniem tego na nowy szablon, którego jednak wyczekuję strasznie niecierpliwie, bo zdaję sobie sprawę z tego, że ten obecny nic sobą nie reprezentuje :)
** Tłumaczenie piosenki, z której pochodzi cytat rozpoczynający rozdział, a zatem również jej skrawek znajduje się w tekście pod Czytelnikami, w tytule bloga, a także prześladuje mnie podczas pisania tej historii.
Bardzo mi przykro ale muszę trochę się poczepiać.
OdpowiedzUsuń1 "symfonie wygrywane przez brzuch jej" a nie przez jej brzuch?
2."Zaciszne miejsce, osłonięte z dwóch stron ścianami budynku od wschodniej zaś lasem nie dopuszczało do ognia wiatru, im natomiast oszczędziło chłodu wieczora i Nora w spokoju mogła poznać – stłumioną co prawda, z nieznanych jej przyczyn – radosną zabawę." - "w spokoju mogła poznać" trochę mi to nie pasuje. Zresztą jak nieobecność wiatru miała wpłynąć na to że się bawili?
3. "Spaliłam trzy papierosy," chyba wypaliłam. Spalić by mogła jakby wrzucila je do ogniska.
Przepraszam, ale ostatnio tak mam że wszystkiego się czepiam. Ogólnie rozdział mi się podobał choć niecierpliwie czekam aż dowiemy się czegoś wiecej o Norze i mieszkańcach śmietnika.
Mam nadzieje że nikt nie złapie Nory na czytaniu.
Dziękuję za komentarz i już biorę się za poprawki.
UsuńOdnoście punktu drugiego muszę zauważyć, że ta nieobecność wiatru pozwoliła jej się lepiej skupić, poza tym mogła wpłynąć na ich zabawę. Myślę, że zabawa w dziczy, z której mogą wyskoczyć dziwne stworzenia byłaby mniej przyjemna, gdyby w dodatku pojawiły się niesłyszane. Sama nie wiem, muszę coś z tym zrobić, pomyślę :)
Takie opinie są bardzo ważne, więc dobrze, że się czepiasz, bo dzięki temu wiem, co robię nie tak :)
Odcinek jest świetny, kocham to opowiadanie! fakt, błędy wymienione wyżej były, ale ci powiem, że sposób, w jaki piszesz sprawia, że te błędy wcale aż tak nie rażą, kontrastują, bym powiedziała raczej. Tak czy siak kocham to opowiadanie! <3 czekam na nexta i pozdrawiam! :D
OdpowiedzUsuńJestem ciekawa, czy uda sie jej coś wyczytać w Białym Pokoju. I co to ewentualnie mogłoby być. Na pewno z równie wielką przyjemnością przeczytam kolejny rozdział.
OdpowiedzUsuńJa się nie czepiam, bo czytam aby się delektować tekstem a nie literówkami czy jakimiś omsknięciami. Gdy historia mi się podoba, to na nic nie zwracam uwagi i dziwię się zawsze osobom, które doszukują się brakujących przecinków.
Pozdrawiam
Ja w podobny sposób podchodzę do opowiadań, zwracając bardziej uwagę na fabułę niźli błędy, niemniej czasem taka krytyka się przydaje, bo nie wszystko można zauważyć czytając swój tekst :)
UsuńDziękuję bardzo za komentarz!
Też prawda :-) Ja jednak pozostanę przy moim bezkrytycznym czytaniu. Mam nadzieję, że nie będziesz mieć do mnie o to żalu. Niech inni krytykują jeśli mają taką potrzebę, ja będę dostrzegać tylko dobre strony :-)
UsuńPozdrawiam
Jak Ty to robisz, że jest coraz ciekawiej?! (już się o to pytałam, o ile dobrze pamiętam). Bardzo by mnie uradowało, gdyby Norę jednak przyłapano na czytaniu. Lubię takie akcje ^^
OdpowiedzUsuńBłędów interpunkcyjnych się czepiać nie będę, gdyż :
1. Sama je robię.
2. W żaden sposób nie zmniejszają atrakcyjności opowiadania.
A więc reasumując : Jesteś Genialna (specjalnie napisane z wielkiej litery) :]
Pozdrawiam.
Jeszcze zapomniałam wcześniej napisać, że nowy szablon jest świetny, a ta piosenka prześladuje nie tylko Ciebie ;)
OdpowiedzUsuńNo, no robi się coraz bardziej intrygująco : ) Najbardziej ciekawi mnie ów pomysł związany z pozyskaniem informacji i Białym Pokojem. Napisane słowa mają wielką moc i z pewnością zapewnią jej przynajmniej część przydatnej wiedzy. Mam nadzieję, że przynajmniej trochę podzieli się nią z czytelnikami :>
OdpowiedzUsuńTak mi się jakoś dziwnie przykro zrobiło, że u nich mięso jest luksusem, a my mamy je przecież praktycznie zawsze na wyciągnięcie ręki.
Pozdrawiam!
Kyrwa! Usunął mi się komentarz ;/ no to już w skrócie napiszę: podobało mi się powitanie Nowej, dziwię się, że chciała iść do pracy w polu - ja chodzę czasem i tego nie lubię. Ciekawi mnie, co wyczyta w Białym Pokoju. Miałam więcej napisane, ale cóż -.- Pozdrawiam, u mnie NN
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńNo! Wreszcie mogę powiedzieć po walkach z wolnym czasem udało mi się przeczytać to opowiadanie. Powiem ci, że zaciekawiłaś mnie. Lubie tego typu historie, gdzie jest więcej ciekawych bohaterów jak np. w Gone ;D Początkowo sądziłam, że akcja z kosmitami mnie nie przekona, bo nie jestem miłośniczką Star Treka, ale okazało się, że twoje opowiadanie jest inne, uradowałaś mnie. Powiedziałabym, że twoje opowiadanie jest w stylu "Intruz" :D
OdpowiedzUsuńW każdym razie przedstawiony przez ciebie świat, gdzie każdy musi walczyć o swoje życie, o normalny dzień jest zastanawiający i może pozwolić ludziom docenić to co mają - pokój na świecie i jedzenie.
Jestem fanka Franka, chociaż przyznam się nieładnie, że dlatego, że jest najmłodszy, a ja lubię "chłopaczków", są uroczy. No i zazdroszczę mu, że wszystko tak pamięta. Bardzo by mi się taka moc przydała na sprawdzianach z biologi :D:D
Adrian mnie wkurza, jest nieodpowiedzialny na maksa. Wgl to jakoś każdy z nich mnie kręci na swój sposób. Sądzę, że ta powieść to dobry materiał na wydanie książki xD
Jaki śmietnik! Uch, u mnie może i jest (był) mały śmietnik i chaos, ale mam nadzieję, że nie pomyślałaś, iż o twoim dziele myślę tak samo. *-* Nie wiem czy to dlatego, że ostatnio tu nie bywałam, ale mam wrażenie, że odrobinę zmienił Ci się styl. Albo nawet nie styl, ale klimat. Fakt, stało się tak...pozytywniej. Podoba mi się to, ta różnorodność w pisaniu, to co robisz z czytelnikiem. Świetne te opisy! Wszystkie. Przyjemnie się czytało też o innych bohaterach, każdy z nich miał swoje pięć minut aby zaciekawić i patrz!, już widzę ich inaczej. :>
OdpowiedzUsuń