'Nikt prawie nie wie, dokąd go zaprowadzi droga,
póki nie stanie u celu'
- Legolas
Palcem wyczułam zmianę w księgach. Dotykał skórzanej oprawy i choć nie mogłam przeczytać tytułu, przepełniła mnie pewność co do właściwości wyboru. Uniosłam ją, po czym cicho ruszyłam w stronę okna. Korzystając z księżycowego blasku dojrzałam słowa na pierwszej stronie. Blase. Kilka kartek dalej litery były napisane niezwykle starannie i równo, ponadto były też duże – jakby stanowiły mniej ważną treść, możliwą do odczytania dla intruza, którym byłam.
Wydarzyło się to pochmurnego dnia, jakby dla potwierdzenia reguły, chociaż możliwe pogoda nie ma nic wspólnego z zsyłaniem. Wedle kalendarza stworzonego przeze mnie na podstawie notesu Nathaniela dzień ów był dziesiątym października. Tego dnia spodziewaliśmy się robota, toteż zachowanie moich towarzyszy tłumaczę jako prawidłowe.
Zbieractwem zajmował się Guillaume wraz z nowicjuszem Adrianem, a jednak obserwowano każdy ich ruch z podwójnym zawzięciem, więc gdy ujrzeliśmy nagiego chłopca dążącego leśną ścieżką z rozbieganym spojrzeniem przypisano mu jedno tylko pochodzenie. Troje z towarzyszy napadło na niego, ażeby bez ostrzeżenia zadać decydujący cios, ciszę jednak przerwał przerażający wrzask w odległej części lasu znacznie lepiej znany nam, niż jego reakcja na cios. Natychmiast opatrzyłem jego rany, szczęśliwie obrażenia były niewielkie (a ograniczyły się jedynie do niewielkiego noża wbitego w stopę chłopca). Zrezygnowawszy z dalszego śledzenia losów moich kompanów zabrałem go do Białego Pokoju razem z Guillaume, by tam natychmiast przeprowadzić z nim rozmowę.
Chłopak o śniadej cerze, czarnych włosach i ciemnych brązowych oczach (dłuższy opis chłopaka byłby zbędny zważywszy na fakt, iż został on jedynym ciemnoskórym Niedoskonałym) był skory do wyjaśnień, choć oszołomiony, jego wypowiedzi brzmiały sensownie zatem postanowiliśmy uwierzyć w jego wersję oraz zaakceptować obecność kolejnej istoty w szczupłym gronie. Pochodzi on z Wielkiej Brytanii ponadto wychował się w mieście Bournemouth z na poły zdrową rodziną. Tłumacząc te słowa rzekł, iż matka jego poradziła sobie z brakiem wspomnień, więc uciekła on ogłupiałego ojca.
Z każdym słowem zagłębiałam się w lekturze mocniej, urywanym oddechem zakłócając ciszę, przy czym nadal wsłuchiwałam się w odgłosy spoza mieszkania Brandona. Najmniejsze skrzypienie schodów doprowadzało mnie do pasji, ponieważ zaraz zamykałam księgę i gotowa byłam wyruszyć w noc przez okno.
Smagłą cerę dziedziczył on po matce. Troje jego rodzeństwa zginęło każde inaczej, czwarte z nich nie przyszło na świat w ogóle – odebrała je zaraza zbierająca w tych porach krwawy plon w całej Anglii. Sam nie zauważył u siebie żadnych oznak mutacji, jednakże ostatnie wspomnienia zachował u siebie jako piętnastolatek zaś gdy podał datę tkwiącą mu w pamięci z przerażeniem stwierdziliśmy, że to aż dwa lata wstecz zatem przetrzymali go bardzo długo i musieliśmy zająć chłopaka czymkolwiek ze względu na ogarniające go przerażenie związane z losem rodzicielki.
Więcej o Blase nie potrzebowałam wiedzieć, chociaż chętnie czytałabym dłużej. Naglił mnie czas, księga ta dalej była swoiście zaszyfrowana – wszystkie wpisy poprzedzane były ośmioma cyframi, ułożonymi chaotycznie, pismo z każdą notatką równie staranne jednakże język ich przeplatał angielski z jakimś innym, którego nie znałam, a litery w owych trudnych wyrazach ułożone były w sposób zupełnie do siebie nie pasujący, tworząc wyrazy dziwne ponadto trudne do wymówienia. Domyśliłam się, iż Guillaume to William, chociaż imię to zapisane zostało niezwykle dziwnie zważywszy na fakt, że wypowiadałam je „Gijum” podobnie z resztą robił to Brandt.
Wróciłam po kolejną księgę i powtórzyłam swoje czyny. Tym razem natrafiłam na imię Diego nie należące do żadnego z Niedoskonałych. Jego historia w całości napisana została w obcym mi języku, co uniemożliwiło mi analizowanie, jej zwróciłam tylko uwagę na pismo złudnie podobne do notatek Brandona, z tą różnicą, że te podpisano Nathaniel. Miałam właśnie zamienić ją na kolejne imię i kolejną opowieść, ale postąpiłam inaczej. Schody skrzypiały od dłuższej chwili, co wytłumaczyłam powrotem wszystkich, lecz teraz brzmiało to znacznie dłużej. Ktoś szedł odprowadzić Brandta, albo sprawdzić czy jestem u siebie. Żadna z tych dwóch możliwości nie była dla mnie komfortowa w tej sytuacji. Mogłam uciec tylko w jeden sposób, kolejny raz zawierzyć życie swoim wątpliwym umiejętnościom.
Cicho, acz możliwie najszybciej skoczyłam na liść przy balkoniku właściciela mieszkanka, by potem niezdarnym ruchem skoczyć wyżej i w końcu wylądować na dachu. W tym samym momencie głośno odezwały się drzwi poddasza. Za późno.
Usiadłam na daszku, wyciszyłam myśli i oddech. Moje spojrzenie, nieobecne, utkwiło w drzewach gdzieś daleko. Postanowiłam zaatakować, jeszcze zanim oni zdołają zarzucić mi cokolwiek.
Ich kroki były trudne do rozpoznania, przestałam na nie zważać niemal natychmiast.
- Nora?
Imię, zarazem pytanie, a poniekąd także oskarżenie. Twardo brzmiące, ostrożnie wypowiedziane słowo, które Nicholas niegdyś wypowiadał w sposób równie pewien, mimo to zupełnie inaczej – otaczał je ciepłem, jak również troską. Nick, gdzie jesteś?
Odwróciłam się w idealnej chwili, kiedy akurat Mike, Matt i Brandon prawie synchronicznie wystawili głowy przez okno.
- Sprawdzacie mnie? – Rozpoczęłam atak, a zmroziwszy ich spojrzeniem wstałam i podparłam się pod boki.
- Nie… To nie… – Mike miękkim tonem skwitował mój wzrok, jednocześnie próbując wymigać się od tego, co właśnie robili.
- Tak – w tym samym czasie rzekł Mattchew.
- I do czego doszliście?
- Chciałaś iść spać – rzucił Brandt.
- Nie mogłam zasnąć – odparłam. – Wciąż mi nie ufacie?
- Właśnie próbujemy. Mike i Matt zabiorą cię jutro na ryby.
Skinęłam głową. Zrozumiałam, to dobry dowód.
Ruszyłam niepewnym krokiem w stronę okienka, delikatnie ich wypraszając i ciesząc się, że najwyraźniej jeszcze nie rozszyfrowali mojej „zbrodni”, którą postanowiłam ponawiać kiedy tylko będzie ku temu okazja. Blase nie był kimś, kto by spędzał ze mną znaczącą ilość czasu, ale informacje na jego temat wydały mi się naprawdę ciekawe i mogły być przydatne w przyszłości. Podkradanie zbieranych przez Brandona i Nathaniela wiadomości było moim zdaniem czynem właściwym, nie widziałam w tym nic złego, a w przyszłości gdyby jawiła się taka potrzeba mogłabym wykorzystać to przeciw nim, bo o mnie wiedzieli bardzo mało.
Wskoczyłam na materac w miarę zwinnie, z czego byłam bardzo dumna, po czym zrzuciłam z siebie ubrania i otuliłam kocem. Miałam ochotę chichotać złowieszczo taka byłam zadowolona ze świeżego jeszcze pomysłu, pewnie uwolniłabym tę głupią radość mając pewność, że wyszli, nie usłyszałam jednak trzasku drzwi.
Przestałam przejmować się ich nieufnością, gdy tylko zmorzył mnie sen. Następny dzień brzmiał obiecująco, zaś towarzystwo Mike’a i – ewentualnie – jego brata było miłą perspektywą. Polubiłam ich. Michael może nieco irytujący ze swoją przesadną troskliwością był mimo to wspaniałym przyjacielem wobec każdego mieszkańca nawet mnie. Zawsze zachowywał się uprzejmie, pozwalał rozmawiać ze sobą, lecz nie przeszkadzała mu cisza miłowana przez bliźniaka. Matt z kolei, chociaż przypisuje mu się rolę cienia był równie ciekawym rozmówcą – jego wypowiedzi były po prostu bardziej zwięzłe. Nie byłam ich przyjaciółką, dla sprostowania moich poprzednich słów, po prostu uważałam godziny spędzane z nimi za wcale przydatne. No cóż, nie byli Leilą.
- Nie powinnaś opuszczać swojej wędki, Nora – Michael zwrócił mi uwagę ostrożnym tonem. Położyłam się na sporej wielkości głazie, czując gorące promienie na całym ciele; tak piękna była pogoda. Wędka zarzucona haczykiem w kierunku przeciwnego brzegu nie wzbudzała zainteresowania w żadnej choćby najmniejszej rybce, toteż postanowiłam wylegiwać się do znudzenia na owym przepięknym, gładkim kamieniu.
- Kiedy kompletnie nic nie bierze.
Moja skarga wypłynęła z ust zaspanym tonem. Nie byłam skrępowana: jakbyśmy znali się od zawsze. To głupota zważywszy na relacje łączące nas naprawdę.
- Spodziewałaś się, że ryby same wskoczą ci do sieci?
- Raczej, że haczyk ma magiczną moc uwodzenia wodnych stworzeń – odrzekłam poważnie. W tym samym czasie spojrzeniem zmroziłam Matta, który wyciągał właśnie trzecią już rybę sięgającą mu pasa, podczas gdy moje zdobycze mieściły się w dłoni. Zastanawiało mnie jakim cudem wciągał owe wielkie ryby na brzeg bez pomocy brata, nawet się przy tym nie pocąc.
Mike roześmiał się niewzruszony postawą nowicjuszki.
- Nie liczyłbym na to. Chodź no tutaj! Szybko! – Jego wędka poczęła wyginać się coraz mocniej, wydając przy tym irytujące trzaski. Na złamanie karku popędziłam ku niemu gotowa nieść swą pomoc, choć szczerze powiedziawszy nie byłam doświadczoną rybaczką. Tuż obok chłopaka przystanęłam, zaś moje zdezorientowane spojrzenie spoczęło tym razem na wzburzonej wodzie i na ogonie bijącym ją wściekle. Był duży, ciemnoszary i przepełniła mnie pewność, że należał do tego stwora, który to nie miał w planach zostać kolacją. Obgryzłam nerwowo paznokieć kciuka.
- Nora! Trzymaj wędkę, słyszysz? Mocno, taka ryba nie może nam uciec. Dawno nie nadziała mi się taka sztuka… Mattchew! Dzisiaj przegrasz! Nora, gdzie ty się podziewasz?! Nora!
***
Po namyśle rozdział ten został jedenastym, chociaż właściwie podzielić go powinnam dopiero w połowie. Krótki, nie jestem z niego specjalnie zadowolona, ale pojawiły się informacje na temat jednego z bohaterów. :)
Zmieniam nieco zakładkę 'SPAM i powiadomienia' . Odstępuję od informowania, zachęcam jednak do obserwowania bloga :) Poza tym, jako że zakładka ta cieszy się popularnością *haha* zmieniam również zasady.
Wcale się jej nie dziwię, że była taka radosna ponieważ udało się jej przeczytać kilka stron z zapisków. Chce poznać przeszłość i to również rozumiem. Jestem bardzo ciekawa tych przybyszy i mam nadzieję, że im także poświęcisz trochę miejsca.
OdpowiedzUsuńŁadna rybka się im złowiła :-)
Pozdrawiam
No powiem Ci szczerze, że przeczytałam ten rozdział w pierwszej kolejności i miałam nadzieję, że mnie zaciekawi.. Zaciekawił! Z pewnością przeczytam wszystkie rozdziały i co jakiś czas będę tutaj wpadała:) Ty również odwiedzaj mój blog od czasu do czasu:) (http://nadludzkie-istoty.blogspot.com)
OdpowiedzUsuńEjże! Nie powiadomiłaś mnie o tym rozdziale, a bardzo na to liczyłam :D Przeczytałam go z zapartym tchem, to fascynujące razem z bohaterką odkrywać wszystkie tajemnice. Ciekawi mnie ten sekretny język i to co w sobie kryje xD
OdpowiedzUsuńWątek z rybkami był cudowny, pokazał, że nawet w tak okrutnym świecie jest miejsce na chwile przyjemności xD Matt jest super, słodki bliźniak <3 Ale ja chcę więcej Franka <3333
Norze udało coś niecoś przeczytać i teraz wie o przeszłości bohatera. Zaintrygował mnie ten język, którego nie znała, na pewno zapisano nim jakieś ważne rzeczy ;) Ale przynajmniej teraz dziewczyna ma wiadomości, które może wykorzystać.
OdpowiedzUsuńBardzo podobał mi się fragment z łowieniem ryb, a już najbardziej tekst: "Raczej, że haczyk ma magiczną moc uwodzenia wodnych stworzeń" :D Niestety nie ma tak dobrze i trochę trzeba się namęczyć. No i trafiła im się pokaźna ryba.
Czekam na nowość i pozdrawiam!
Wreszcie udało mi się nadrobić zaległości na Twoim blogu! :)
OdpowiedzUsuńHistoria Nory jest wciągająca. To, że przeczytała sporządzone opisy innych mieszkańców trochę mnie zaskoczyło. Co prawda bardzo pragnęłam takiego obrotu spraw, jednakże nie spodziewałam się, iż faktycznie dziewczyna zabierze się za to.
Ciekawi mnie, co się stało z Norą. Wyraźnie pod koniec rozdziału, kiedy łowili ryby, zniknęła. Uciekła? Ktoś ją porwał? Nie mam pojęcia, wierzę jednak, iż wkrótce uraczysz nas kolejnym rozdziałem. :)
Pozdrawiam serdecznie, życząc wmnóstwa weny! :*
Proszę, błagam, zmień kolor czcionki, nie mogę na to patrzeć dłużej, niż 30 sekund, bo ocy mnie bolą :( Ach, wędkarstwo... uwielbiam je. Powinna słuchać rad, a nie. Ja ostatnio zarzuciłam w krzaki i skończyło się na poranionych jeżynami nogach, poparzonych pokrzywami, poplątanej żyłce, ale spławik i haczyk uratowany. Pff, taaak, "nawet nic nie bierze", mnie też tak nie brało i jakoś karp wziął -.- co prawda, nie wtedy, gdy wpadłam w jeżyny, ale kiedy indziej. Gdzie ta Nora zniknęła? Co się stało? Jakiś potwór pływa w tym jeziorze czy czymś? 'Potwór z Loch Ness' :D Pozdrawiam, jeśli Cię to interesuje, to u mnie nowa notka ;)
OdpowiedzUsuńJestem zdziwiona, że tak irytuje Cię kolor czcionki :) Korzystam z Google Chrome i wygląda to nie najgorzej - jest biała.
UsuńJa mam Mozillę Firefox i u mnie też jest biała, i o to chodzi... za jasna w stosunku do tła, przez kontrast ciężko się czyta :/ Ja bym dała tutaj jakiś jasny fiolet (kilka tonów jaśniejszy od tła) albo czarny (choć wtedy myślę, że może się z tłem zlewać). A tak to mi po oczach daje ;/
UsuńPrzykro mi :) Pomyślę, co w tym kierunku zmienić, tymczasem jednak przychodzi mi do głowy tylko ew. jakiś odcień szarości. Gdybym dała w jasnym fiolecie nawet, to byłoby tutaj przesadnie fioletowo.
UsuńFioletu nigdy za wiele. Teraz jest dobrze
UsuńCieszę się, że Ci odpowiada. Mam nadzieję, że innym również :)
UsuńLubię! Uwielbiam! Świetny pomysł z tymi księgami. Łał, tak zgrabnie dobierasz słowa i piszesz zgodnie z zasadami tekstu w tekście. To zabrzmiało trochę niezrozumiale? Możliwe, nie potrafię nigdy przekazać o co dokładnie mi chodzi. Końcówka mocna, ciekawi mnie gdzie wtedy znalazła się Nora i jak to dalej się potoczy... tak więc pisz, pisz. :>
OdpowiedzUsuńO rany, komentarza od Ciebie się nie spodziewałam - co za miła niespodzianka :))Dziękuję.
UsuńHej! Nidzie nie widzę linku do Szczerych i Sprawiedliwych, a bez tego nie będę mogła przejść do oceny. Bardzo proszę mnie oświecić, jeżeli gdzieś się jednak znajduje, a jeśli nie - to o umieszczenie go.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
O rany. Już koniec rozdziałów? Ale jak to? Tak się wciągnęłam, że przeleciałam te jedenaście w dosłownie godzinę. To pewnie ten Twój lekki styl i ciekawa fabuła. Już się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału!
OdpowiedzUsuńP.S. Jeśli powiadamiasz o nowych, to ja jestem chętna ; )
www.zabijam-samotnosc.blogspot.com
Dobrze, w takim razie będę obserwowała Twojego bloga i czekała na nowe rozdziały ; ) A co do mojego opowiadania, jeśli już znajdziesz czas, żeby przeczytać, to napisz co sądzisz. Ty jesteś bardziej doświadczona ode mnie i naprawdę dobrze piszesz, więc teraz - na początku - zależy mi na opiniach osób, które się znają ; )
OdpowiedzUsuńDodałam Cię do zakładki "czytam" na moim blogu ; )
OdpowiedzUsuńRozumiem że mam cię nie informować o nn ale tylko powiem że będą się one pojawiać w piątki.
OdpowiedzUsuńBardzo mi się spodobał fragment z księgami. Chociaż chciałabym dowiedzieć się czegoś o Norze. I gdzie ona się podziała?
Naprawdę uwielbiam to jak lekko się czyta twoje rozdziały.