Informacje:

Rozdział Dziewiąty



  Biorę bluzę i związuję ją, następnie do tego prowizorycznego supełka wrzucam jeszcze pozostałe ubrania. Wspinam się do okienka dość niezdarnie, ale nie czyniąc zbytniego hałasu, potem wypadam przez nie i turlam się, aż do rynny. Nie miałam w zamiarze upadku z czwartego piętra tak, jak spadło kilka zamszonych dachówek, które z hukiem potłukły się o posadzkę na dole. Zwisając prawie bezradnie, zaciskam dłonie o skraj podrdzewiałej skrzypiącej rynny i nogą usiłuję stanąć na liściu. 
Teraz dopiero całkowicie odczuwam brak gracji oraz jakichkolwiek zdolności w dziedzinach praktycznych - tudzież w zwyczajnym wychodzeniu przez okno, bądź wspinaczce - o których wspomniał Risto. Popracuję nad nimi, obiecuję sobie, jeśli tylko przydarzy się ku temu sposobność. O ile nie spadnę.
  Myśl Nora, myśl!
  Obracam głowę, głupia, dopiero teraz widzę, że liść pozostaje poza moim zasięgiem, a rynna jest znacznie słabsza niż się wydaje i mój upadek lada moment będzie jedyną ewentualnością. Ogarnięta paniką wymachuję nogami na oślep, bowiem ręce spocone ze strachu wolno ześlizgują się, sama rynna zaś skrzypi niemiłosiernie. 
W ostatniej chwili, z desperacją wrzucam (jak dziwnie by to nie brzmiało) nogę na dach i gdy mocno się na niej zapieram mogę wreszcie wejść na bezpieczną powierzchnię. Sapię niczym po niewiarygodnym wysiłku, jednocześnie całą sobą pragnę pozostać w bezruchu jak najdłużej. 
Jednakże oczekiwanie nie sprzyja potajemnej ucieczce. 
Droga, którą sobie obrałam zmusza do skoku na liść. Już to widziałam, nawet sama chciałam spróbować skoczyć w ten sposób. Oto mam. 
Lekko, acz dostatecznie mocno wybijam się w przygiętych nóg w celu wylądowania na puszystej roślinie. Ledwo, ale udaje mi się pod osłoną nocy opuścić kamienicę, a wraz z nią dwunastu Niedoskonałych. 
Nie wiedzieć czemu jedno udane lądowanie dodaje mi pewności siebie. Jestem niezależna, mogę stawić czoła wycieczce na sporej wysokości. Przeskakuję kolejnych kilka liści, potem drzew ciągle w nikłym świetle księżyca, ale nie jadłam nic już długo, ani też nie spałam, przez co pokłady energii szybko kurczą się do zapału i strachu. 
To za mało by iść, wkrótce z resztą nastanie poranek i pozbędę się jedynego kamuflażu, którym jest ciemność. Półprzytomnie wdrapuję się wyżej. Jaką słabą  jestem istotą, skoro tuż po tym, jak zbiegłam muszę zrobić sobie postój przebywszy żałośnie krótki kawałek drogi.
Wspinaczka wcale nie jest prosta, kora jest śliska i równa, prawie bez wgłębień, a liście, choć wyrastają gęsto są na różnej wysokości, w dodatku brnę właściwie na oślep, bowiem prawie nic nie widzę. Udaje mi się przy ogromnym wysiłku wejść wyżej na tyle, bym nie śmiała choćby zerknąć w dół. 
Siedzę na małym (w porównaniu do pozostałych) listku, dzielącym ogonek razem z dwoma innymi, które są teraz moją osłoną.
Zasypiam niemal od razu, pomimo szargających głowę burzy myśli. 
  Omijają mnie sny, widocznie mózg jest zbyt wyczerpany na wymyślanie czegokolwiek. Cóż, albo ich nie pamiętam. 
  Tak wysoko powietrze jest absolutnie przepełnione zapachami, a wśród intensywnej mieszaniny aromatów pobudka staje się prostym zadaniem. W nocy było łagodniej. 
Ściemnia się, widocznie spałam długo. Poczekam jeszcze, aż noc spowije Śmietnik znowu i wyruszę dalej. Na pewno zauważyli mój brak, co automatycznie wymusza większą ostrożność. Wejście wyżej było świetnym pomysłem, chwalę siebie, bo wcześniej wolałam iść ścieżkami, jednakże zapewne posądziliby mnie o to właśnie i dlatego ruszyłam wzdłuż drzew. Nie zastanowiłam się tylko dokąd w ten sposób dotrę. 
  Oczekiwanie nie sprawia kłopotów, kiedy słońce delikatnie ogrzewa twarz i choć ciepła jest coraz mniej, nie tracę pewności siebie jako że wciąż nikt nie nakrył mnie w tymże miejscu. 


* * *

  Nie pozwolę im się odnaleźć, jestem całkiem pomysłowa i o ile dobrze obliczyłam dzieli mnie od nich kilka godzin. Nie ważne w którą stronę biegnie ta granica - są za mną, albo przede mną - punkty w tej grze nie są wyrównane. 
Jest ich więcej, znają to miejsce i posiadają swoje dary. 
Ja jestem zdeterminowana i to musi mi wystarczyć. Gdybym teraz zrezygnowała, później żałowałabym tego niesamowicie, a skutek byłby pewnie taki sam - tym ruchem udowodniłam im, że się co do mnie nie pomylili, utwierdzają się teraz w swych przekonaniach, więc jakbym nie postąpiła, nie mogę liczyć na resztki zaufania. Skończę nie najlepiej jeśli mnie znajdą i nie inaczej jeśli wrócę z własnej woli. 
To sprawia, że chcę gnać do przodu.
  Dziwnym, że noc cieplejsza jest od nocy. W swoim na nią oczekiwaniu wyczułam spadek temperatury, a teraz jest mi gorąco i duszno. Jak długo spałam? Dzień rozpoczynał się dopiero, kiedy opadłam z sił. Już nie ma po nim śladu. 
Dźwięki nocy ledwie przedostają się tutaj, nie mogę niczego oczekiwać. Muszę być niedostępna i niewidoczna. Nie mogę być w jednym miejscu dłużej niż to konieczne. Zejście na dół wydaje się nieatrakcyjne, zaś liście są coraz dalej, dlatego potrzebuję pomysłu na inną drogę. 
  Rozwiązanie przychodzi samo i jest jedyną możliwością. 
Podnoszę się i skaczę na ostatni liść jaki jest dostatecznie blisko, wtedy też zauważam lecące wprost na mnie stado ptaków. Czarne i wielkie wydają z siebie charczące wrzaski machając skrzydłami i rozdzierając kolejne liście ostrymi pazurami. Jeszcze mnie nie widzą, ale ich dzioby długie nie przypominają niegroźnych.
Odwracam się prędko i z całych sił podbijam się ku górze. Wybór nie najlepszy ze względu na ryzyko, ale jestem zdana na swoje ręce, więc macham nimi zawzięcie w celu uchwycenia jakiegoś wypustu przy drzewie. 
Nie ma żadnego; kora jest gładka bez najmniejszej skazy. Szczęśliwie unoszę się dostatecznie wysoko, by złapać gałąź i zawisnąć. Kołysząc się kilkakrotnie próbuję nogami zaczepić o wyższą. (Setny już chyba raz odzywa się moja kondycja, tudzież jej brak). 
  Ptaki nie zauważyły mnie, albo byłam dla nich niegodna uwagi, bowiem wrzeszcząc lecą dalej. Nie wiedzieć z jakiego powodu pomyślałam w tej chwili, że któregoś dnia dosiądę jednego z tych wielkich ptaków. Nie wiem tylko gdzie ich szukać, ani jak zapanować nad zwierzętami większymi od siebie. 
  Wspinam się ciągle wyżej i wyżej po gałęziach cienkich, acz wytrzymujących ciężar mojego ciała obserwując bacznie zmieniający się krajobraz. Liście ustępują gałązkom, cienkim i tym szerokim, i zamiast ciepła oraz wszechobecnej zieleni widzę teraz mnóstwo brązu, a twarz owiewają szalone podmuchy dzikiego wiatru. Jak wysoko weszłam? Kolejny raz utraciłam siły, chociaż wspinaczka trwała ledwie kilka chwil. Czuję zapach powietrza - prawdziwy, niczym nie zakłócony, widzę czerń nieba pełnego gwiazd. To moje miejsce, chcę tutaj zostać. Chcę dalej widzieć księżyc i czuć nieskrępowaną wolność. Nie czekać już w klatce spomiędzy której nie potrafię dojrzeć nieba. Czy naprawdę urzekł mnie przepełniony życiem krajobraz, podczas gdy zaledwie parędziesiąt metrów wyżej roztacza się krajobraz niczym nie skalany? 
  Uwiedziona niebem zupełnie zapominam o ucieczce i o ludziach. O Obcych, Nowym Jorku, a nawet Nicholasie. Interesuje mnie tylko trwanie. Egzystowanie w zgodzie z tym pejzażem. To krótka choroba, chwilowy zupełny brak osobowości. 
  Kołyszę się, bez namysłu, daję się porwać żywiołowi. Do przodu, do tyłu. Do przodu, do tyłu. Jestem gałęzią tego drzewa, porusza mną wiatr; szukam swojego rytmu. Czerń ulega i staje się błękitem. Może zasnęłam, może nie. Poczułam rytm natury, a on przyniósł błogość. Jak to się dzieje? Tyle pytań... Zamykam oczy, zaciskam powieki i zaraz je otwieram. 
  Gałąź już dłużej nie wytrzyma. Doprowadziłam do swej śmierci, tak głupiej nieomal samobójczej. Nie gniewam się, jestem gotowa nadal nic nie rozumiem, ale chcę spaść. Więcej wiatru...
Pierwszy trzask tuż przed drugim, potem lecę. Uderzam, łamię kolejne ramiona drzewa, trafiam na liście, lecz nie potrafię ich złapać. Straciłam kontrolę nad swoim ciałem; ma mnie dość. Ono jest głodne, chude, zmęczone, ja słaba równie mocno. Trudno nam współpracować. 
Chyba jedna z ostrych krawędzi rozcina moją skórę, mimo to nadal tylko upadam i ciągle nie mam wpływu na kolejne wydarzenia. 


***


Rozdział rozpoczął się niekonkretnie rzekłabym i podobny jest jego koniec. Dzielę tekst na rozdziały chaotycznie, w oryginale są dużo dłuższe może stąd ten bałagan. 
Szczerze mówiąc przyjrzawszy się sporej liczbie blogowych opowiadań stwierdziłam, że w tym moim wszystko przebiega łagodnie i bez emocji. Myślę teraz, czy by nie przyspieszyć akcji? Może szybciej i więcej hmmm, uczuć? Z drugiej jednak strony obawiam się, żeby nie wyglądało to sztucznie...

13 komentarzy:

  1. 1. Twój blog jest świetny (ewentualnie genialny) i nie masz po co przyśpieszać akcji. Szkoda tylko, że zawsze jest tak krótko...
    2. Moim skromnym zdaniem rozdział wcale się nie zaczyna ani nie kończy nijak. Naprawdę jest świetny. Kocham twoje opisy i naprawdę zazdroszczę ci tak wspaniałej wyobraźni. Jestem baaardzo ciekawa co się stanie dalej. Zabije jeśli nie dowiem się przed wyjazdem.

    Pozdrawiam,
    poseur

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozwólcie dołączyć mi się do tego komentarza, bo nie mogę znaleźć formularza... ( tak, jestem sierotą.. ale na obcym komputerze :>)
      Zgadzam się, rozdział bardzo ładny i ciekawy. Rzeczywiście dialogów mogłoby być więcej, ale pisząc to wcale nie odczuwam ich braku - zwyczajnie uważam, że byłoby ciekawie, choć cały czas jest. Twierdzisz, że piszesz bez emocji? :D Śmiało mogę Ci napisać, że ja czuję, czuję kiedy czytam. ( Przyznaję, że chciałabym przeczytać tu czasem coś "emocjonalnego" w pewnym kierunku... , ale to pewnie ze względu na moje zboczenia ]:->)
      Opisy! Wspaniałe opisy, których Ci zazdroszczę. :3 Uwielbiam nieprzeciętny sposób w jaki piszesz!
      Przepraszam za ten dziwny komentarz, nie mogę się dzisiaj pozbierać.

      Usuń
  2. Bardzo dobrze opisujesz krajobrazy, przemyślenia i emocje.Ja tylko dodałabym więcej dialogów. :)
    Ale i tak świetnie się czyta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero teraz zauważyłam, że rzeczywiście nie ma tu dialogów! Dziękuję za sugestię, na pewno ją wykorzystam! Nawiasem mówiąc czytając cokolwiek często wyczekuję dialogów - nie wiem, jak mogłam je tutaj pominąć :)

      Usuń
  3. Mówiłam już, że masz genialny styl pisania? Jak tak, to się powtórzę.
    Pytanko - mogłabyś mnie informować o kolejnym? Skasowałam bloga na blogspocie, więc w komentarzu na http://puste-ulice-pelne-sa-niewidzialnych-oczu.blog.onet.pl/ , jeśli możesz.
    Pozdrawiam. :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma się rozumieć już dodałam do ulubionych :)
      Swoją drogą strasznie ubolewam nad blogiem usuniętym :c

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  4. Oo, dziękuję. Miło mi :)
    Muszę się przyznać, że nie mam takiej systematyczności na Blogspocie jak na Onecie. Może tam 'utrzymam' bloga dłużej? Chociażby przez sentyment jaki mam do tego portalu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję :) Liczę, że również Ty poinformujesz mnie o kolejnych rozdziałach na swoim blogu :)

      Usuń
    2. Właśnie dzisiaj dodałam ;)

      Usuń
  5. Zostaw tak jak jest. Bo to jest baardzo oryginalnie. :)
    Bardzo fajny blog i rozdział idealny . <33
    zapraszam do mnie na 27 rozdział :
    iwanttobelovedbyyouiwant.blogspot.com

    miłych wakacji . :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Serdecznie zapraszam na 5 rozdział opowiadania I'm your Desire na pamietniki-napisane-krwia.blogspot.com
    Bardzo chętnie poznam twoje zdanie i będzie mi miło jeśli przez następne miesiące będziesz mnie informować o nowych notkach.

    Pozdrawiam,
    poseur

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo dziękuję za odwiedziny mojego bloga. Cieszę się, że tworzona przeze mnie historia Cię zaciekawiła. Obiecuję, że nadrobię zaległości u Ciebie i także będę czytelniczką. Na razie przeczytałam ostatni rozdział. Musze powiedzieć, że piszesz bardzo dobrze i tak doskonale opisujesz odczucia bohaterki. Jestem ciekawa co doprowadziło ja do tej ucieczki i czemu jest malutka jak robaczek (pewnie dowiem się tego z wcześniejszych rozdziałów). Jednak już teraz mogę powiedzieć, że masz talent. Potrafisz zaciekawić czytelnika i masz zdolność do bardzo obrazowych opisów stanów uczuć. Na pewno bedę Cię odwiedzać :-)
    Pozdrowienia z bloga http://magia-ukryta-w-kamieniu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Na blogu znajduje się zakładka przeznaczona na SPAM.
Wszelkie śmieci zostawione pod postem będą usuwane.